Odcinek 1: Madohora - o borówkach, beskidzkich niespodziankach i poszukiwaniu pustelnika =)

Potrójna i Łamana Skała - 10.11.2008

Długie weekendy, które co jakiś czas serwuje nam nasz polski kalendarz, zdecydowanie sprzyjają wycieczkom w góry. Ta była niespodziewana, nieplanowana i chyba podświadomie przeze mnie wytęskniona =). Bardzo chciałam iść w góry, a że marzenia lubią się spełniać /naprawdę!/, otrzymałam późnym wieczorkiem propozycję małego wypadu na pobliską Łamaną Skałę.
Następnego dnia zostawiliśmy samochód pod znajdującym się na Kocierzu ośrodkiem, po czym pomaszerowaliśmy na nasz – czyli czerwony – szlak. Szlak ten jest bardzo przyjemny, nie wymaga specjalnej /żeby nie powiedzieć żadnej=)/ kondycji, i jak to zazwyczaj w Beskidach, nie zaskoczy na stromymi podejściami, bezdennymi przepaściami, łańcuchami i innymi tego typu atrakcjami. W końcu nie tego szukamy w Beskidzie Małym.
Gdy doszliśmy na Potrójną (884 m n.p.m.) rozciągnęła się przed nami wielka, porośnięta trawą przestrzeń. Takie przestrzenie – przyznaję - lubię najbardziej. Dużo żółtej trawy, jakiś domek, i widok na Beskidy. Zabawiliśmy tam dłuższą chwilę, zastanawiając się nad zdatnością do konsumpcji kilku odrobinkę już pomarszczonych borówek z pobliskiego krzaczka =). Po moim powtórzonym kilkanaście razy: „możemy już iść?”, podreptaliśmy dalej, na Łamaną Skałę (929 m n.p.m.). Po drodze minęliśmy drogowskaz prowadzący do chatki studenckiej, który, uwaga, bardzo łatwo przeoczyć. W końcu dotarliśmy na miejsce. Piszę miejsce bo słowo „szczyt” – naprawdę, w kontekście Łamanej Skały – brzmi zbyt patetycznie! Pierwsza moja refleksja brzmiała: „To już?” – bo cóż to za szczyt, którego właściwie nie ma i z którego NIC nie widać? Nawet połamanych skał nie mogłam się nigdzie dopatrzeć=). Ot, kupka kamieni i po imprezie=) /W tej chwili znienawidzili mnie wszyscy miłośnicy Łamanej=)/.
Dla sprawiedliwości dodam tylko, że Madohora /to druga nazwa szczytu – piękna, prawda?/ jest drugim pod względem wysokości szczytem w BM. Więc, pomimo pewnego /kiepsko skrywanego/ rozczarowania polecam ją jako „lekturę obowiązkową” z serii wydawniczej „Beskid Mały”.
Z Łamanej Skały w około godzinę można by dojść na Leskowiec, ale z braku czasu musieliśmy /ku mojemu wielkiemu żalowi ;), / zrezygnować z tego projektu.
Całość – czyli droga czerwonym szlakiem na Łamaną, przez Potrójną i powrót zajęła nam około 4,5 godziny. Ale specjalnie się nie spieszyliśmy, no i dość długo odpoczywaliśmy na Potrójnej=). Przez cały czas towarzyszył nam akompaniament szeleszczących pod butami jesiennych liści, zapach trawy, kory, żywicy i chłodny powiew wiatru. Po prostu jesień. Niestety zabrakło słońca.
Aha, podobno na Potrójnej znajduje się chatka pustelnika. [Na pewno znajduje się dość spory dom rekolekcyjny – ale to nie to samo]. Chatki odnaleźć się nam nie udało, ale przy końcu wycieczki minęliśmy pana, który moim zdaniem, świetnie się do roli pustelnika nadawał. Był starszy, niósł chleb /pewnie popijał wodą ze strumienia =)/ i co najważniejsze… miał brodę =)... długą!
(fot.a)

3 komentarze:

  1. Przecież blog miał się nazywać Paulinka-Świnka! :P

    OdpowiedzUsuń
  2. szopek - Twój komentarz bez wątpienia podnosi poziom intelektualny mojego bloga =P

    OdpowiedzUsuń
  3. Ewelinka-Świnka - też pasuje :P

    Byłem dzisiaj bardzo zdumiony tym jak się dowiedziałem kto to Szopen :D

    OdpowiedzUsuń