Odcinek 4: Księżniczka na wieży.. i co z tego wynikło...

Mogielica - 5.02.2009

Mogielica to najwyższy szczyt Beskidu Wyspowego. Tak więc, kolejny element Korony Gór Polski został zdobyty! W rankingu na miss i mistera Beskidów, ta piękna góra, plasuje się na miejscu czwartym. Nasza trzecia Wicemiss ma bowiem 1171 m n.p.m. i jak przystało na tajemniczą kobietę, obdarzona jest zmiennymi nastrojami, a ponadto uwielbia zaskakiwać i czyni to z uporem godnym prawdziwej damy;). Wycieczka na Mogielicę jest dla mnie ewidentnym dowodem na to, że cuda się zdarzają =).
Przywitała nas chłodno i powściągliwie - zimną i gęstą mgłą, którą widać na pierwszym zdjęciu. Byliśmy więc trochę zrezygnowani. /Choć i takie morze
mgieł posiada swój dyskretny urok=)/. Po dosyć męczącej wędrówce, dotarliśmy wreszcie na szczyt. Mimo kiepskiej pogody, postanowiliśmy zabawić tam przez chwilkę. Po mniej więcej piętnastu minutach ukazał się nam maleńki i słabiutki jeszcze skraweczek błękitnego nieba. Potem ten fragmencik zaczął się powiększać i nagle.. tak, nagle rozbłysło słońce! Jeśli ktoś nie wierzy w cuda, to ta nagła, niespodziewana, wymarzona, upragniona, diametralna zmiana aury jest dowodem na to, że one istnieją=). Nie tracąc ani chwili wdrapaliśmy się na wieżę widokową. Zaraz, zaraz, przesadziłam z optymizmem. Ja raczej wpełzłam - blada ze strachu i z trzęsącymi się kolanami. Ale opłacało się być dzielną. Bo to, co zobaczyłam z najwyższego (sic!) poziomu wieży, po prostu mnie oczarowało=). Co więcej, mgła rozproszona przez wiatr i słońce, co jakiś czas przetaczała się przez widnokrąg, dzięki czemu widok, na który spoglądaliśmy, ukazywał się naszym oczom wciąż w innej postaci, pod inną mgiełkową sukienką. /Mówiłam - Mogielica to stuprocentowa kobieta ;)/. Oto efekt:


Gdy nasyciliśmy się już widokami i sfotografowaliśmy wszystko po tysiąc razy, nadeszła pora na drogę powrotną. /Najpierw trzeba było zejść z wieży, a schodzenie jest dużo gorsze niż wychodzenie ;)/. Podejście na szczyt zajęło nam 1,5 h /sugerowany czas to 2,5/. Szliśmy zielonym szlakiem od przełęczy Rydza-Śmigłego. Droga powrotna, tą samą trasą, w promieniach wciąż jeszcze świecącego słońca, była już czystą przyjemnością.


A to jedno z moich ulubionych zdjęć. Zrobione właściwie przypadkiem, już po zejściu z Mogielicy. Jak widać mgła powróciła. A mi udało się uchwycić ostatnie promyczki słońca przebijające się zza jej kłębiastych warstw i odbijające się w jeszcze oblodzonej, wiejskiej drodze. Czy można chcieć więcej?
Na koniec nie może zabraknąć tytułowej "księżniczki". W baśniach takie księżniczki grzecznie siedziały w wieży. Zapuszczały wielometrowe warkocze /w końcu ukochany musiał się po czymś wspiąć/ i prawdopodobnie uczyły się na pamięć nazw gwiezdnych konstelacji, wyglądając przez półokrągłe mini okienka =). Ale co ma zrobić, "księżniczka" obdarzona lękiem wysokości, gdy wieża ma aż 20 metrów? Najlepiej wchodzić i wychodzić tyle razy, aż w końcu przestanie się bać=). Zresztą, na księżniczkę to ja się kompletnie nie nadaję.

Koniec bajki i bomba, kto nie słuchał ten trąba.

Dwie dziurki w nosie i skończyło się.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz