Odcinek 6: Leskowiec. Reaktywacja.

Po raz kolejny... Leskowiec - 18.02.2009 =)

Pisać o Leskowcu nie jest łatwo. Pisać o Leskowcu po raz drugi - jest jeszcze trudniej =). Mimo wszystko - to mój ukochany szczyt /który to już "mój ukochany szczyt"? xD/ i parę słów muszę mu znów poświęcić. Tym bardziej, że wycieczka była świetna=). Sprawcą całego zamieszania był Endrju, który nigdy jeszcze tej górki nie nawiedził. Kiedy szydło wyszło z worka, postanowiliśmy, że czas na wyprawę inicjacyjną =p. Dla odmiany, poszliśmy dziś niebieskim szlakiem - z Ponikwi. Osobiście przyznaję, że nie lubię zbytnio tego szlaku. W mojej prywatnej nomenklaturze, takie długie podejścia, noszą miano "niekończących się historii" =). Idziesz i idziesz, i idziesz i.... końca nie widać=). Warunki były raczej ciężkie - szlak niby przetarty, ale nie wszędzie /zresztą naprószyło już nowym śniegiem/, sypało na nas całą drogę, wiało, była mgła, a przed szczytem brnęliśmy w zaspach po pas=). Wbrew oczekiwaniom, schronisko było dziś całkiem zaludnione, zgodnie z oczekiwaniami - herbatka smakowała jak zawsze=). Wbrew przewidywaniom - nie zabłądziliśmy ani nie zeszliśmy w przypływie ułańskiej fantazji do Krzeszowa, zgodnie z przewidywaniami - pomyliliśmy drogę i poszliśmy inną trasą /na szczęście dla nas - znacznie korzystniejszą=) /. Wbrew założeniom - droga na szczyt zajęła nam 1,5 h /nawet nie wiedziałam, że tak pędzimy!/, zgodnie z założeniami - było urzekająco pięknie, olśniewająco biało i cudownie cicho=). Brakło tylko troszkę słońca.
Na koniec zdjęcie kaplicy na Groniu. Kiedy ją zobaczyłam, pomyślałam, że nawet genialny Antonio Gaudi nie potrafiłby zbudować koronkowej Sagrada Familia. A Zima... owszem, nie tylko ma doskonały gust i estetyczny zmysł, ale i świetnie robi na szydełku! =). Przed Państwem kaplica na Groniu Jana Pawła II, cała w śnieżnych koronkach:

P.s. Mam najwspanialszą mamę na świecie (i tatę też=). Zawsze kiedy przychodzimy zmarznięci i głodni, ona czeka już z pysznym obiadem. Kocham=). /Nawet gdyby nie czekała z obiadem i tak jest najlepsiejsza i moja, moja.. własna!/.

4 komentarze:

  1. Witam:) Powiem Wam tak że Paulina to najbardziej wykwintny podróżnik górski. Normalnie nadaje takie tempo że trzeba mieć niezłą krzepę żeby za Nią nadążyć. Dziękuję za wyprawę i pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  2. oj Endrju, robisz mi złą reklamę ;). Nikt nie będzie chciał ze mną po górach chodzić =P To ja dziękuję! =)

    OdpowiedzUsuń
  3. Słowo "szalona" nie oddaje głębi osobowości Autorki :)
    I szykuje się kolejne określenie "Korzeniowski - górski" :)
    Pozdrawiam, czekając na kolejne relacje i pasjonujący punkt widzenia... wbrew wszystkiemu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. dziękuję, to miłe =) i trochę zaskakujące, bo to naprawdę zwyczajny blog (jakich tysiące w necie)=).
    pozdrawiam cieplutko ;)

    OdpowiedzUsuń