Odcinek 10: Jak fajnie jest, nie przespać poranka =)

5.04.2009 - Gancarz =)

     Kiedy idę w góry, to rzeczą, której najbardziej nie lubię, jest konieczność zrywania się o świcie. Kto to lubi=). Dziś wstałam o piątej i pierwsza moja myśl brzmiała: "Pogięło mnie"=D. Oczywiście, była to tylko chwilowa załamka. Bo kiedy dojechałam do Wadowic, wstawało akurat słońce. Cóż powiedzieć, zachód fajna rzecz, ale ten wschód był po prostu zachwycający, czarujący, hipnotyzujący. Dla takich, być może dla wielu ludzi, nic nieznaczących chwil, warto wstać o świcie. To magia.To Piękno w najczystszej postaci=).

      Na Gancarz chciałam wyjść od dawna. Nie żeby to była jakaś szczególnie atrakcyjna górka, ale wielokrotnie mijałam ją w drodze na Leskowiec i zawsze ciekawiło mnie, jak ona, /czy może raczej on/, wygląda=). No i okazja nadarzyła się w ten jakże piękny, kwietniowy weekend. Ponad 20 stopni, pełne słońce - cóż lepszego można uczynić od pójścia w góry. NIC =). Jedna z możliwości wyjścia na Gancarz wiedzie, przez ów opisany już przeze mnie, jako "niekończąca się historia" - niebieski szlak na Leskowiec. I tą możliwość wybrałyśmy /wycieczka była niekoedukacyjna =P/. Z tym, że do Ponikwi dotarłyśmy, wyruszając z Zawadki, i idąc przez Łysą Górę. Zajęło nam to około 30 min /zlotu czarownic wbrew nazwie akurat nie było/ ;P.
      Z Ponikwi niekończącą się historią wdrapałyśmy się na 3/4 Leskowca, by tam na Przełęczy pod Gancarzem, odbić w prawo na Gancarz. Prowadzi na niego zielony szlak, a czas określony na tabliczce to 45 min. Czyli, że normalnie dochodzimy w 15 - 20 min=). Dziś jednak nie było tak różowo. Niestety wiosna nie wszędzie zadomawia się w tym samym tempie=). I dlatego przez całą drogę natykałyśmy się na wielkie połcie mokrego i topniejącego śniegu. A kiedy go akurat nie było, to środkiem szlaku płynęło coś w rodzaju cienkiej strużki wody - a to oznacza co? ... błotko=). Oczywiście były też momenty suche - zwłaszcza na początku szlaku i na samym szczycie Gancarza /maleńki skrawek ziemi , po środku śnieżnego "jeziora"=)/. Wtedy miałyśmy już jednak totalnie przemoczone buty i w dodatku perspektywę takiej samej drogi powrotnej, wiec nie na wiele się to zdało. Grunt jednak to dobry humor =). Schodzenie w dół z chlupoczącą w butach wodą, jest rozrywka doprawdy godną pozazdroszczenia=). / Te efekty akustyczne =D/. Ale dla mnie - całej w skowronkach, że udało mi się wyrwać w góry, i że jest tak pięknie - nie miało to znaczenia. Przeciwnie. Jakby tego było mało, pośliznęłam się w największym błocie i wyglądałam mniej więcej, jak po powrocie z wojny partyzanckiej=). Ale kilka chusteczek higienicznych, płynąca u podnóża rzeka i sytuacja wróciła do normy /powiedzmy=)/. Jakby na to nie patrzeć, dzięki mojej niezdarności było się z czego śmiać przez całą drogę powrotną=).
      Przyszło mi ostatnio na myśl, że o wiośnie wcale nie świadczy cieplutkie słońce. Jej nadejścia nie zwiastują, przynajmniej w pierwszej kolejności, zieleniejąca trawa, pąki na drzewach ani przebiśniegi pod śniegiem. Ani nawet śpiew ptaków. Tym, co wskazuje że mamy wiosnę - jest jej zapach. Żadna inna rzecz na świecie, żadne perfumy, żaden kraj, klimat, morze, pustynia nie pachnie tak, jak zbliżająca się polska wiosna=). Ze wszystkich zapachów, jakie istnieją, wlaśnie ten kocham najbardziej. Wiosna pachnie mokrą, rozespaną ziemią, topniejącym śniegiem, pierwszym ciepłym powiewem wiatru, pośniegowym błotem=), wracającymi bocianami, otwierającymi się kielichami kwiatów, ruchem, energią, radością, budzącym się z zimowego snu życiem. Tak - to najlepsza synteza: WIOSNA PACHNIE ŻYCIEM=). Życie jest jak wiosna=). Również dlatego, tak fajnie jest nie przespać poranka =).

7 komentarzy:

  1. Ciekawy opis - i ten o kuracji błotnej, i ten końcowy, bardzo metaforyczny, ale i też jakiś taki głęboki. Dobry naprawdę.
    Wschód słońca jak z wystawy, nawet tak trochę pod impresjonizm zaczyna podchodzić :)
    Szkoda, że zdjęcie Autorki niekolorowe i brak też drugiej (a może i trzeciej) uczestniczki. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Moja kochana siostrzyczka! :}

    OdpowiedzUsuń
  3. lubię czarno-białe zdjęcia! =). Ania niestety nie pozwoliła się fotografować, stąd tylko moja fota pt."krypto-reklama czekolady" jest w tym poście =)
    i dziękuję za dostrzeżenie metaforyzmu =P

    OdpowiedzUsuń
  4. Hmm, w poście i to wielkim reklamować czekoladę to trochę jak sadystyczne zajęcie :) jakby głodnym lwom pokazywać dorodną zebrę :)
    A czarno-białe zdjęcia najwyraźniej mają podkreślić Twoją bezkompromisową osobowość :D
    Słonecznie uśmiecham się też.

    OdpowiedzUsuń
  5. no nie przesadzajmy z tą czekoladą. nikt w poście nie zabrania jej jeść =)
    a co do osobowości... hehe, skąd wiesz, że jest bezkompromisowa? =P

    OdpowiedzUsuń
  6. Moja męska intuicja mi podpowiada - wiele rzeczy, o kobietach też :D

    OdpowiedzUsuń