Z cyklu "W starym kinie" : Tunezja =)

Morza szum ptaków śpiew i... wielbłądy zamiast mew... - Tunezja.

Przeglądając ostatnio zdjęcia na naszym domowym komputerze, znalazłam folder fotek z Tunezji. Były to wspaniałe wakacje. Pomyślałam więc, że wobec perspektywy kolejnych, zrobię małą kryptoreklamę dla wszystkich, którzy wahają się... gdzie by tu pojechać w tym roku... xD. To żartem. A tak na serio, to po prostu chciałabym utrwalić wspomnienia z tego czasu. Magię tamtej atmosfery, swoje odczucia i wrażenia. Bardziej dla siebie, niż dla... bloga =).Podróż do Tunezji miała jeden wielkim minus.. konieczność przemieszczania się samolotem =). Zdecydowanie jestem dziewczyną twardo stąpającą po ziemi i bardzo lubię czuć grunt pod nogami ;). Po wylądowaniu na lotnisku w Monastirze i wyjściu z tej kupy żelastwa, nazywanej potocznie samolotem, miałam wielką ochotę kogoś uścisnąć, czy też przytulić się do podłoża (choćby i asfaltowego =)). No ale skupmy się na samym kraju.... Mieszkaliśmy w Skanes - to taka mała miejscowość w pobliżu Sousse, Mahdia i Monastiru. Przez czas pobytu udało mi się zobaczyć kilka ciekawych miejsc, które opiszę.

Na bazarku w dzień targowy...
Sousse

Obowiązkowym zjawiskiem do zobaczenia w Tunezji jest bazar - nie zobaczyć go, to tak, jakby pojechać do Zakopca i nie odwiedzić Krupówek. My jeździliśmy do Sousse. Naprawdę - przy tym bazarze, Krupówki wymiękają doszczętnie. Takiego nagromadzenia rzeczy dziwnych, dziwniejszych, niepotrzebnych, kiczowatych, robionych ręcznie i masowo, we wszystkich rozmiarach i kształtach, ale także pięknych, wielobarwnych, egzotycznych i zawsze posiadających nieodparty urok tandety, nie widziałam nigdzie=). Można było kupić wszystko. Nawet żółwie! Co zresztą jest zabronione i nielegalne /jak wyjaśnił mi mój tunezyjski kolega, ludzie przewożą je przez granice w pudełkach od papierosów/. Była nawet zielenina.. ale gwarantuje, nikt z nas by jej nie kupił. W ogóle kupować nie należy za wiele. Za to można się fantastycznie bawić, podczas targowania ze sprzedawcami. Zaręczam - każdy z nich, gdy idzie o opylenie swojego towaru, jest poliglotą! =) Ostatecznie za towar, kosztujący dajmy na to 100 dinarów płacimy 10 (albo i mniej) - i wilk syty i owca cała. Irytuje tylko odrobinę natarczywość handlujących. Ale można sobie z tym poradzić. A nawet trzeba ;).

Pomaluj mój świat... na niebiesko!!!
Sidi bou Said

A to moje absolutnie ukochane miasteczko. Tunezyjskie Beverly Hills. Maleńki raj na ziemi. Arkadyjska kraina słońca, ciszy i spokoju. Charakterystyczną cechą tej magicznej miejscowości są białe domki z pomalowanymi na błękitno oknami i drzwiami. Wygląda to po prostu pięknie. Przez środek miasteczka prowadzi wąska alejka. U jej końca otwiera się przed nami widok na Morze Śródziemne. A to już błękit w najczystszej postaci=). Swoją drogą podobno w Sidi bou Said mieszkał trener Kasperczak, gdy jeszcze prowadził tunezyjską reprezentację. (Zajął z nią nawet drugie miejsce w Pucharze Narodów Afryki=) /. Sidi bou Said to mój zdecydowany numer 1. Zresztą najlepiej popatrzeć:


Nie przenoście nam stolicy...
Tunis

Hmm... Tunis mnie nie powalił. Zdecydowanie bardziej odpowiadały mi klimaty małomiasteczkowe. Zbyt tu europejsko, zbyt nowocześnie, zbyt podobnie do tego, co widzimy na ulicach naszych miast=). Jak przystało na stolicę, wszystko tętni życiem, ulicami przechadzają się tłumy turystów, pięknie ubrane Arabki, trochę rodowitych mieszkańców. Dookoła mnóstwo sklepów. Warto przespacerować się ulicą Habib Bourguiby (pierwszego prezydenta niepodległej Tunezji). I zjeść jakieś dobre lody xD. W Tunisie można też odwiedzić rzymskokatolicką świątynię - naprawdę robi ona niesamowite wrażenie, zważywszy, że dookoła są tylko meczety=)). Katedra św. Wincentego (Saint Vincent de Paul) została wybudowana w 1882 roku. Podobno w środku znajdują się niezwykle piękne freski. Podobno - niestety nie widziałam. Była zamknięta na cztery spusty =(.
Za to z radością odwiedziliśmy Muzeum Narodowe w Bardo, mieszczące się w okazałym osiemnastowiecznym zespole pałacowym bejów. W muzeum zobaczymy wszelakie wykopaliska archeologiczne, i przede wszystkim słynną kolekcję rzymskich mozaik. Usytuowanie w murach pałacu pozwala też
zapoznać się ze stylem życia jego dawnych mieszkańców.
Tunezyjskie muzeum jest dosyć specyficzne. Myślę, że zdecydowanie mniej rygorystycznie traktuje się tam zwiedzających. Pewnie niejeden europejski kustosz zdziwiłby się, widząc tłumy, robiące zdjęcia z włączoną lampą błyskową wszystkim eksponatom=). Mozaiki mające kilka tysięcy lat, są ledwie otoczone jakimś sznurem. Mnie najbardziej urzekła ornamentyka ścian. Na zdjęciu obok widać jak na zaledwie kilku metrach kwadratowych, sąsiadują ze sobą różnorodne, niesamowicie misternie wykonane zdobienia. Każdy sufit, każda ściana była swego rodzaju dziełem sztuki. Naprawdę niepowtarzalnym. Naprawdę pięknym. Naprawdę baśniowym.


A mury runą, runą, runą...
Kartagina

No i na koniec.. lekcja historii w terenie =). Kartagina jest niesamowita=). W ogóle to świetne uczucie stanąć w miejscu wojen punickich, o których w końcu uczyło się dość szczegółowo w szkole xD. Trudno ją zwiedzić tylko z jednego powodu - prażącego słońca. Dlatego większą popularnością cieszą się podziemia. Ja spenetrowałam grób zamożnego mieszkańca.. Co ciekawe, w takim grobie po śmierci męża, zamurowywano też żonę (żywą). Jakkolwiek straszny ten proceder by nie był, ubawił mnie pan stojący obok mnie i mówiący do s
wojej lubej: "No idź, weź wymiary" xD. Nie dziwię się, że w czasach swej świetności Kartagina była niezwykle cennym łupem i chętnie odwiedzanym punktem na wybrzeżu Morza Śródziemnego. Jeśli jeszcze dziś - mimo, że zostały z niej tylko ruiny - jest tak piękna=).

Fajne wakacj
e. Kiedy wiatr wiał od Sahary temperatura potrafiła sięgać 48 stopni =). Piasek na plaży parzył w stopy, zmuszając do sprintu, ale powiew znad Morza Śródziemnego łagodził wszystko=). Chciałabym bardzo zobaczyć kiedpołudnie Tunezji. Północ - jest jak ogród, południe to pustynia. Na północy wystarczy zapewnić ziemi trochę wody i wszystko, wszystko kwitnie tabunami. Północ jest znacznie zamożniejsza, znacznie bardziej cywilizowana i opanowana przez tłumy turystów z całego świata. Na razie miałam więc tylko maleńki przedsmak Tunezji, można powiedzieć próbną degustację. Może kiedyś, uda się zobaczyć coś więcej. Zobaczyć prawdziwe życie tego kraju. Niestety ogromne różnice kulturowe, nie ułatwiają kobiecie podróżowania po tamtych rejonach. Choć ludzie są naprawdę wspaniali - życzliwi, zawsze uśmiechnięci. Ile w tym turystyki, wyrachowania i nastawienia na zysk? Nie wiem. Pewnie sporo. Mimo wszystko naprawdę - było warto. Pozostaje tylko kombinować.. jak tam jeszcze wrócić =).

2 komentarze:

  1. No i jednak jest nowy wymiar bloga - dochodzi piosenkarski :D
    A sam wpis niczego sobie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. ależ dziękuję Panie B. "niczego sobie" w Pana ustach - toż nie lada komplement xD

    OdpowiedzUsuń