Odcinek 15: Wyprawa do żródeł Wisły (ech...)

20. 08. 2009 - Barania Góra 1220 n.p.m.


Zawsze chciałam iść na Baranią Górę. Chyba już od pierwszej klasy szkoły podstawowej, kiedy to w ramach programu nauczania, serwowano nam takie oto narodowe hity jak "Płynie, Wisła, płynie" ;-). A z Wisłą nie ma żartów. Wszak to rzeka nasza najdłuższa, duma narodowa i wstążka spinająca północ Polski z południem. I tak oto moje dziecięco-patriotyczne pragnienia w końcu się zrealizowały. Przybyłam, źródła Wisły zobaczyłam i nawet się wody z niej napiłam=).I o dziwo żyję ;-).

Na Baranią Górę wyruszyliśmy z Wisły - Czarne- czyli niebieskim szlakiem. Pogoda była idealna, pełne słońce, temperatura około 25 stopni C. Szlak, jak sam kolor wskazuje, był dość długi (2 h 30 min), ale naprawdę piękny i zupełnie niemęczący.
Początkowy odcinek trasy trzeba (niestety) przejść po asfaltowej szerokiej ścieżce. Na szczęście szliśmy cały czas Doliną Białej Wisełki, w związku z czym życie umilała nam chłodna bryza oraz przepiękny szum rzeczki=). Następnie weszliśmy w las i lasem podążaliśmy już do samego szczytu. W dolnych partiach czekała nas przeprawa przez błotko, później wszystko wróciło do normy i maszerowaliśmy szerokim, kamienistym, suchym traktem.
Na szczycie znajduje się wieża widokowa, z której roztacza się panorama na Beskid Śląski, Żywiecki, czy Mały. Na wieży zaś znajduje się bardzo wygodna ławka, na której można usiąść i podziwiać.
Może Barania nie wymaga szczególnej kondycji, ale wrócę tam na pewno nie raz. Bo klimat jest naprawdę niepowtarzalny. A piękno Wisełki jedyne w swoim rodzaju. No i ten szum... jak najdoskonalsza muzyka relaksacyjna. Poza tym, można pić ze wszystkich źródełek naszej Królowej Rzek (a jest ich tam sporo), co oznacza, że nie trzeba brać ze sobą ciężkiej, szybko ogrzewającej się wody mineralnej ;-).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz