Odcinek 20: No chodź, chodź.. na Turbacz =D

31. 12. 2009 - Turbacz 1310 m n.p.m.


     Wyjściem na kolejny szczyt z działu "Korona Gór Polski" - Turbacz, zamknęliśmy rok chodzenia po górach.  Był to więc dzień wspomnień i nostalgii za wszystkimi wspaniałymi wycieczkami, przygodami, zabawnymi sytuacjami, śniegiem po pachy, mrozem, porywistym wiatrem, upalnym słońcem, zimną wodą ze strumieni i widokami zapierającymi dech ;-). Zarazem wyjście na Turbacz było też otwarciem nowego ZIMOWEGO SEZONU chodzenia po górach.. czyli otwarciem na kolejne wycieczki, zabawne sytuacje... itd xD. Dlatego zapewne było tak wspaniale =).
     Na Turbacz udaliśmy się (po burzliwych dyskusjach) z Nowego Targu żółtym szlakiem (czas sugerowany 2h 35 min). Początkowo podejście było oblodzone, co utrudniało sprawny marsz i oczywiście go spowalniało. Z czasem jednak zaczęło pojawiać się coraz więcej śniegu i droga stała się łatwiejsza i przyjemniejsza. Szlak żółty.. to najmniej męczące podejście, jakim kiedykolwiek miałam okazję iść. Nie wiem jak można wyjść na szczyt idąc praktycznie poziomo, ale jak widać można=). 
    W trakcie drogi na szczyt minęliśmy kilka "pamiątkowych" punktów. Wśród nich kaplicę Matki Boskiej Królowej Gorców, która po prawdzie była zamknięta, ale przez dziurki w drzwiach pachniała pięknie starym drewnem =).
     Na szczycie byliśmy po około dwóch godzinach. Nie jest on może najbardziej atrakcyjnym miejscem na mapie gór, ale za to doskonale nadaje się do wygłupów, biegania i osobistego sprawdzania głębokości pokrywy śnieżnej (miałam okazję dokonać tego na brzuchu, na plecach, głową w dół, w borówkach itd...Oczywiście z pomocą osób trzecich;-)). Po za krzyżem, znajduje się tam wielki kamienny obelisk, na który to, według pana B. będąc pierwszy raz na Turbaczu trzeba się wspiąć, żeby wejście było ważne. Dotychczas dokonał tego jednak chyba tylko on ;-P. Inną funkcją tej kamiennej kolumny, jest umożliwianie niedojrzałym turystom biegania wokół niej, no i oczywiście robienia romantycznych zdjęć typu "tacy sami, a ściana miedzy nami" =D.
     Jakieś 5 min od szczytu znajduje się schronisku na Turbaczu. Całkiem duży i przytulny budynek, w którym panuje przyjemne ciepło i typowa "schroniskowa" atmosfera. Spędziliśmy tam ponad godzinę, jedząc, pijąc i wygłupiając się. Z naciskiem na to ostatnie ;-). Turbacz jest popularnym szczytem, więc było sporo ludzi.
     Drogę powrotną postanowiliśmy odbyć szlakiem zielonym. Trudno powiedzieć, czy to pod wpływem dodatniej temperatury czy taka jest po prostu specyfika tej drogi, ale było niesamowicie ślisko i przez całą trasę musiałam koncentrować swoją uwagę na stawianiu kroków. Obawiam się jednak, że żadnego nie postawiłam bez małego poślizgu, co może i wyglądało komicznie, ale komiczne bynajmniej nie było ;-). Mimo to nie zaliczyłam gruntu ani raz ;-). (to wszystko dzięki kijkom, którymi "nie umiem się posługiwać, których nie potrafię wbijać w lód i które stanowią wyłącznie element ozdobny mojego górskiego ekwipunku" - niedosłownie przytoczona opinia członków wycieczki ;-)). 
     Po zejściu ze szlaku, czekał nas jeszcze kawałek asfaltową drogą. Po drodze minęliśmy wyciąg narciarski i w końcu dotarliśmy do samochodu.
     Mimo braku słońca, sporej wilgotności powietrza i wszędobylskiej mgły, była to jedna z najfajniejszych wypraw w góry. Turbacz jest w jakimś sensie szczytem  "kultowym". Nie tylko dlatego, że jest Królem Gorców. To  góra historii, barwnie opowiedzianych legend, np. tej o Stefanie Mrugale - twórcy górskiego "sanktuarium" Maksymiliana Kolbego. (Polecam, idąc na Turbacz poświęcić chwilkę temuż miejscu i  przeczytać zawieszony tam opis jego powstania - cóż za język...) ;-). Góra licznych kapliczek i miejsc pamięci. Poza tym Śnieg jest piękny w każdych warunkach. Świat przystrojony na biało potrafi oczarować, nawet jeśli nie oświeca go słoneczne światło. A w powietrzu i tak czuć było zbliżającą się powoli prawdziwą zimę. 
     Po prostu.. Turbacz jest czarujący nawet, gdy zamiast złotej korony zakłada turban z mgły =). 
   No i na koniec zdjęcie dnia: PANORAMA TATR Z TURBACZA:
UROCZA PRAWDA? ;-) 
(zdj.a.)

5 komentarzy:

  1. Wielce szanowna (vel) szalona P. Twój opis bardzo piękny, ale brak mu precyzji.
    Po pierwsze primo - szczyt nie znajduje się 5 minut od schroniska (to wersja tylko dla Ciebie), normalni ludzie potrzebują ok. 10 minut.
    Po drugie primo - turyści biegający wokół obelisku na Turbaczu nie byli niedojrzali, no może nie wszyscy :D i nie biegali, tylko chowałem się przed nieco zwariowaną turystką, która chciała podzielić się śniegiem w sposób bardzo szybki i bezpośredni.
    A po trzecie primo - nieco inna jest definicjęa romantycznych zdjęć.
    Po krótce to tyle. Nie będę się rozpisywał. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Szanowny Panie B.
    Kto tu z kim dzielił się śniegiem, to ja wiem. Między innymi dlatego, że miałam okazję spr. grubość pokrywy śnieżnej, że tak powiem osobiście... =P
    Zdjęcie jest zaś jak najbardziej romantyczne, ale Pan naturalnie tego nie rozumie. Ech....

    OdpowiedzUsuń
  3. Cóż, dzielenie się śniegiem nie było tylko jednostronne - tak jak powyższy wpis :)
    Natomiast nie wiem, dlaczego słowo "naturalnie" pojawiło się w moim rzekomym nierozumieniu romantyczności zdjęcia, które takim nie jest. A może to kwestia gustu? Proszę mię oświecić w tej materii :P w jakikolwiek sposób i jakąkolwiek drogą.

    OdpowiedzUsuń
  4. Szanowny Panie B.
    Czyżby się Pan zdenerwował..? =P
    Oświecam Pana, to kwestia gustu i na tym zamknijmy temat "romantyczności" xD
    To kiedy czerwony szlak???
    =)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wielce Szanowna P.
    Martwi mię nieco, iż moje niezrozumienie wyrażone expressis verbis zostało odczytane jako zdenerwowanie. Daleko mi było do takowejż postawy - powody zmilczę na razie.
    Niniejszym ów temat również uważam za zamknięty - w końcu się w czymś zgadzamy :D
    A czerwony szlak już wkrótce ;)

    OdpowiedzUsuń