Wyznania (a)empatycznego sprzedawcy cz 2

Com na powierzchni handlowej zasłyszała ;-)

    Poza obsługą kasy fiskalnej, któreż to zajęcie jest niezmiernie pochłaniające, naszym głównym zadaniem jest stanie na "powierzchni handlowej" /jak mawia kierowniczka/ i robienie dobrego wrażenia na klientach /jak mawiam ja/ ;-). Innymi słowy oferujemy pełny pakiet usług typu: przynieś, doradź, podaj, odnieś, pokaż gdzie co leży, stoi, wisi, przeczytaj ile kosztuje /naprawdę, to straszne, ale większość ludzi po 40 nie widzi cen!/, poukładaj, sprawdź czy jest, sprawdź czy jest, /"ale jest pani pewna, że nie ma"?, sprawdź jeszcze raz, może jest;-)/, odpakuj, zapakuj, zapakuj lepiej bo pada,  uśmiechaj się szeroko,  i tak dalej, i tym podobne. 
    Niektórzy klienci mają manierę pytania nas, czy my, to zgodnie z ich mrocznymi podejrzeniami.. my...czyli obsługa /ale to hucznie brzmi w kontekście tej małej księgarni =)/. Wynotowujemy ich pytania, podziwiając bogactwo językowe, głębię przekazu, stylistyczną różnorodność,  nietypową składnię,  inwencję twórczą, kreatywność i  (zamierzony lub nie) humor:

-  Dzień dobry, czy pani tu stoi? (sic!)
-  Dzień dobry, czy pani tu robi? (sic!)
-  Czy pani tu rządzi?(???)

a) Dzień dobry, czy pani wszystko wie? 
b) Proooooszę pana, wszystko to wie tylko Pan Bóg /i w śmiech/.

a) Dzień dobry, czy pani jest od książek? 
b) Ja, (w myślach oczywiście): nie, obsługuję dział śrubokrętów i obrabiarek skrawających ;)

oraz inne:
- Czy jest Danielle Stelle (zapisuję, tak jak zostało wypowiedziane =D)
- Czy są "Szkolne przygody Kubusia Puchatka" Konopnickiej? (ależ ta Maria była wszechstronna, kto by  pomyślał...)

a) Dzień dobry, czy macie może Syberię Pałkiewicza?
b) Niestety, nie..
a) A dlaczego? (cóż za dociekliwość... ;-))

Teraz coś mocniejszego:
a) przepraszam, czy są ściągi do matematyki do czwartej liceum?
b) yyy nie..
a) dlaczego?
b) bo od ośmiu lat licea są trzyletnie?
a) (z nieudawanym wzburzeniem): jak to?!

i nasz największy hit:
- Klient, (ze śmiertelną powagą na twarzy): "Przepraszam, mam takie pytanie...
Czy Historia żółtej ciżemki jest oparta na faktach?"

I JAK TU NIE KOCHAĆ LUDZI???
=D

Z kategorii: Wyznania (a)empatycznego sprzedawcy ;-)


Com zza lady wypatrzyła...

      Chyba nie wspominałam jeszcze na blogu, że od pół roku pracuje w księgarni. Usytuowana jest ona na  rynku, a praca w niej dostarcza naszej zgranej, roześmianej studenckiej ekipie.. niezapomnianych wrażeń. Wiadomo, pracujemy z ludźmi, a ci stanowią nieprzebrane bogactwo charakterów, osobowości, temperamentów, gustów, oczekiwań, wyniesionych (lub przeciwnie - nie wyniesionych) z domu manier i wszelakich innych mniej lub bardziej pasjonujących przywar,  właściwych homo sapiens=).
    W mojej prywatnej klasyfikacji, klientów można podzielić na szereg  ciekawych kategorii,  dobieranych podług szeregu  nie mniej ciekawych kryteriów. Za najważniejsze z nich uważam STOSUNEK DO KSIĄŻEK. Biorąc pod uwagę tenże punkt, wyróżniamy bowiem trzy typy ludzi:
a. tych, którzy książki kochają
b. tych, którzy książek nie znoszą
c. tych, którym książki są obojętne, jako ten dajmy na to, zeszłoroczny śnieg

     Grupa "a" kocha książki - grupę "a" kochają zatem sprzedawcy, czyli my=).  Bynajmniej nie ze względów zawodowych. Po prostu - my też kochamy czytać =).
     Grupa "a" dzieli się naturalnie na odrębne podkategorie. Są tu ludzie, którzy czytają i stać ich na kupowanie tego, na co mają ochotę. Ci najczęściej przychodzą, podają nam "kryteria wyszukiwania" i wychodzą z dokonanym zakupem. To grupa "Krótko i zwięźle". Są także ci, których z  takich, czy innych powodów na takiż zakup nie stać, (no może nie jednej książki, ale na pewno, nie wszystkich, na które mają chrapkę). Tacy klienci są w stanie spędzić w księgarni nawet dwie godziny, oglądając, czytając, porównując i wzdychając, "że do pierwszego daleko". To moja -  ze względu na braterskie poczucie solidarności - ulubiona grupa. Kiedy wchodzę do ukochanych krakowskich księgarni,  też wzdycham: "kupiłabym to, to, to i tamto. ale stać mnie tylko na TO=)". (Po czym jednak wzdycham ponownie: "Dzięki Ci Panie, że ktoś wymyślił biblioteki" =)). 
    Jest jeszcze podkategoria: "odkrywcy" - czyli  wszyscy ci, którzy z przepastnych półek przecenionych książek, potrafią wyłuskać prawdziwe perełki w świetnej cenie. Często są to emerytowani profesorowie, nauczyciele, oraz wszelkiej maści ludzie posiadający pasję i poszukujący związanych  z "owąż" pozycji literackich. (Sprzedać własnemu profesorowi dobrą książkę - bezcenne =D).
     Z kategorią "a" można porozmawiać o książkach. Kategoria "a" pyta o autorów na miarę Herberta, Grassa, Manna, Myśliwskiego, Szymborskiej, Dostojewskiego, Huellego, Chwina, Tulli czy bardziej popularnych: Kinga, Cejrowskiego, Pałkiewicza, Meyer, Zafona, Kalicińskiej, Browna (niestety!), Coelho (niestety!), a czasem nawet o Foucalt'a, Taylora, Eco,Baumana i innych, których i tak nie mamy ;-).
     Ludzie z kategorii "a" wprowadzają w księgarniany świat powiew świeżości i tchnienia spontanu, przyprowadzając ze sobą swoje małoletnie pociechy. Te wzrastając pośród  nieporównywalnego z niczym zapachu książek, przesiąkają nim i zanim jeszcze wyseplenią pierwsze słowo, mają już za sobą pierwsze doświadczenia obgryzania, targania  i "kąpania" swoich książeczek, co w sposób naturalny pozwala im traktować je jak najlepszych przyjaciół. Czy więcej radości z przetrząsania działu dla dzieci mają dorośli, czy maluchy nie wiadomo. Ale, że dział to mój ulubiony, wielobarwny, bogaty i pachnący krainą beztroski więc zrozumieć potrafię ich doskonale.
     W tym miejscu muszę stwierdzić, że nigdy jeszcze nie spotkałam tylu szczęśliwych rodzin, co w księgarni. Aż miło popatrzeć gdy czteroletnia księżniczka wybiera książki, a tatuś-rycerz spełnia wszystkie zachcianki małej czytelniczki. Albo gdy mama pakuje się do wnętrza z wózkiem, żeby sprawić maluszkowi trochę radości.
    Kiedy patrzymy na te rodzinki śmieją się nam oczy (i buzie). Toż to czysty dowód na to, że literatura łagodzi obyczaje=). 
     Grupie "b" i "c" śmiem nie poświęcać, z racji zawodowego braku empatii, większej uwagi. O tych pierwszych, krytykujących każdą wziętą do ręki książkę, myślimy "Po co oni tu przyszli?", ci drudzy z czytelnictwem nie mają wiele wspólnego, a do księgarni wpadają głównie w celu nabycia prezentu urodzinowego, imieninowego, walentynkowego, ślubnego tudzież innego, przeznaczonego na sobie tylko znaną okazję. (Jak się, o zgrozo! okazuje, na każdą z powyższych świetnie nadaje się "Kamasutra" (???) =P). 
c.d.n. 
może...kiedyś... =)