Odcinek 25: HOKUS-POKUS, GDZIE JEST KROKUS?

22.04.2010 - tak, tak, Turbacz =D

Grafomański wierszyk o górach

Z królewskiego miasta Kraków, o dziesiątej (prawie) rano,
Wyjechała nasza paczka, zdobyć górę "Turbacz" zwaną.
Choć pogoda, ta złośnica, wielkie fochy dziś stroiła,
Cóż to dla nas, śnieg lubimy, a i mgła nam bywa miła (?).
Już samochód zostawiony (na parkingu niestrzeżonym),
A nas wzywa szlak... niebieski, dosyć długi, niezbyt stromy.
Na początku nasza droga "trawersowo" wiedzie w górę,
Wiatr powiewa, cisza wkoło, niebo raczej szaro-bure.
Myślę sobie: "(pip-pip - cenzura)... ekstra!, tak wygląda kwiecień w górach?
Pod nogami śnieg mi chrzęści,  a nad głową wielka chmura!
Gdzie, przepraszam, pytam w myśli, jest ten efekt cieplarniany???
Zimny puch w powietrzu lata, drzewa białe jak barany" =).
Mój pesymizm nie trwa długo, bo świat w  bieli taki piękny,
Gdy go słońce opromieni, rozbłyskuje jak diamenty.
Całkiem szybko maszerując, na pogodę już nie bacząc
Dochodzimy w końcu, (w słońcu!), już do hali na Turbaczu.
Miejsce całkiem to niezwykłe, lekko śniegiem oprószone,
Widok stamtąd dech zapiera, w którą nie popatrzeć stronę ;-).
W trawie pełno jest krokusów, fioletowych i malutkich,
Ośmielone słońca wzrokiem, wystawiają śliczne główki.
Jest ich mnóstwo, włosy łąki wszędzie nimi są przybrane,
Porastają całą przestrzeń ich kielichy roześmiane.
Kilkanaście minut później, oczom naszym w całej krasie,
Widok taki się objawił, gdyśmy stali na tarasie =D.
Szczyty Tatr, z chmur uwolnione, dumnie nas z oddali nęcą,
(Luzik, wszak to już niedługo się przejdziemy Orlą Percią...)
Chmur już nie ma prawie wcale, nad głowami tak niebiesko,
Cuda jednak się zdarzają, można nawet rzec, dość często.
Po herbatce i posiłku, w schronisku miłym zjedzonym,
Wybieramy nową trasę, "a niech będzie szlak czerwony" ;-).
Wielki Trakt to jest Beskidzki, tradycjami uświęcony,
Iść nim toż to czysty zaszczyt, no i mój jest ulubiony=).
A na szczycie widok rodem z filmów o przejściu tornada,
I się można poczuć chwilę, jak ostatni członek stada /przesadziłam/.
Choć wspaniały szlak beskidzki, przejść nim trudna to robota,
Bo cholera (!), pod butami nam chlupocze masa błota.
Lecz widoki i pogoda, cały trud ten rewanżują,
Kto pokocha raz te Gorce, tego zawsze oczarują =).
W pełnym słońcu schodząc sobie, podziwiamy piękno wiosny,
Dzień się zaczął tak zimowo, kończy się taki radosny!
Co polanka i ławeczka, małą przerwę zarządzamy,
Chłonąc ciszę, ciepło wiatru, buźki sobie opalamy.
 Oprzeć się takiemu słońcu, to zadanie jest niełatwe,
Więc na ziemi kładę kocyk,czując jak mi wiosną pachnie.
I tak między krokusami, z suchą pod włosami łąką,
Leżę sobie, nic nie robiąc, marząc żeby być biedronką=).
Żyć wśród kwiatów, z motylami, ptasią cieszyć się muzyką,
I nie znając mądrych książek, czuć, że życie jest mistyką =D.


Hokus-pokus, tu jest krokus =D 
(zdj.a)
 

1 komentarz:

  1. Cóż to takiego się na świecie stało,
    że nową Gwiazdę poezji wydało
    nasze niezmienne narodu plemię,
    by upiększało ojczystą ziemię. :)

    Bez grafomanii i megalomanii
    układa w strofy myśl jak Wieszcz ta Pani,
    a dodatkowo w obrazu kwiatuszek
    wleje też piękno swej tak skromnej duszy,
    że nieuważny czytelnik pomyśli,
    iż z nieba wprost spadły te cudne myśli. ;)

    OdpowiedzUsuń