Odcinek 27: On i Ona, Mąż i Żona - gór miłostek to odsłona ;-)

29.04.2010 - Cichoń (929 m n.p.m.), Ostra (925 m n.p.m.), Modyń (1028 m n.p.m.)

     Może to dziwne, ale im bardziej odosobnione miejsce w górach, im mniej popularny szczyt, uczęszczany szlak i trasa, tym bardziej mi się podoba. Nic na to nie poradzę=). Dziś pojechaliśmy właśnie w takie miejsce. Na południowo-zachodni kraniec Beskidu Wyspowego. Oczywiście stanęła tam już wcześniej ludzka stopa, a prawdopodobnie staje jakaś każdego dnia, ale i tak jest to najspokojniejsza, najcichsza i najcudowniejsza enklawa w tymże rejonie.  W zacisze to wkroczyliśmy bezpośrednio z Przełęczy Słopnickiej, gdzie zaczęła się nasza (nie)zwykła wyprawa ;-). A  było to tak...

Beskidzkie Biuro Matrymonialne
     Wiosna to pora uczucia, miłość kwitnie wszędzie. Motylki latają parami, kwiaty rosną kępkami, ludzie chodzą dwójkami, a więc i góry żyją tęsknotami ;-). A uczuć w Beskidzie Wyspowym nie brakuje. Nasze od dawna znajome pary mają się całkiem nieźle. 
     Królowa Mogielica wciąż puszcza oko do Ćwilina. Prawda, że kawaler trochę niższy, ale  przy takim wzroście mówi się trudno i nie wybrzydza. Panna co najwyżej zrezygnuje ze szpilek, bo wyższego w okolicy absztyfikanta (wow;-)) już nie znajdzie=). Pan.. no cóż, musi  jakoś poradzić sobie z kompleksami. Ewentualnie buty na grubszej podeszwie dodadzą mu parę... metrów. 
     Seniorita Śnieżnica, jak dawniej, spogląda tęsknym wzrokiem na Szczebel. Związek to nieco burzliwy, bo Kandydatka kapryśna, ale za to Kandydat to wzór cierpliwości i zmienne  zachcianki wybranki serca dzielnie znosi. Przyszłość zapowiada się więc obiecująco.
    Dziś poznaliśmy kolejną parę - tym razem jest to Stare Dobre Małżeństwo. Z długim stażem,  doświadczeń bagażem i całkowitą rozbieżnością osobowości. W takim związku, jak wiadomo, nudno być nie może;-).


MĄŻ ...
     Na początku był Mąż. A Mąż zwał się Cichoń.  Skromny taki jakiś, niby to zamyślony, milczący ciągle i niepozorny - od razu widać, że chłop pod pantoflem=).  Na  Męża wdrapaliśmy się z Przełęczy Słopnickiej szlakiem zielonym. Było to podejście szybkie i łatwe (ok 40 min), a samego szczytu o mało nie przeoczyliśmy, gdyż jest zalesiony i sygnalizuje go wyłącznie kamienny słupek.  Mimo to, naprawdę warto było wybrać tą drogę. Bo choć nasz Pantoflarz o swoich walorach nie chce mówić, a oczęta spuszcza skromnie, gdy tylko żona pojawia się na horyzoncie, to długoletnie pożycie małżeńskie nie wypaliło w nim bynajmniej  młodzieńczego uroku (co nie zdarza się znowu tak często ;-)).  Już u samej podstawy zaserwował nam niesamowitą panoramę Beskidów, Gorców i Tatr. Po chwili zaś, jak gdyby próbując wynagrodzić swoją nieśmiałość, otulił nas nieporuszoną ciszą. Podarował to, co miał najcenniejszego. Ciszę niezakłóconą, przeplataną słońcem, unoszoną wiatrem, namacalną wręcz i drgającą w rozpalonym słońcem powietrzu. A potem zaprosił nas do świata natury. Spotkaliśmy jaszczurkę, wiewiórka rzuciła nam łobuzerskie spojrzenie, przed nosem przebiegła sarna, przefrunął kowalik i zięba;-), powietrze ożywiła Orkiestra Kameralna Filharmonii Ptasiej. Świat natury zamknięty w nieustannym ruchu i miarowym pulsowaniu, nie dał się utrwalić, ale pozwolił się podziwiać.. 
     Świat Cichonia nie potrzebuje błysku fleszy, bo jest tak pokorny, że broni się po prostu swoim pięknem. I nawet kuratela zaborczej Żony nie może tego zmienić=).

 ŻONA...
       A potem była Żona. A Żona zwała się Ostra =). Z Cichonia zeszliśmy w około 15 minut wprost na przełęcz "Pod Ostrą", z której teoretycznie powinniśmy udać się na Modyń (właściwy cel podróży). Ale, że małżonkowie stają się przecież jedną duszą i jednym ciałem, więc postanowiliśmy wdrapać się także na Żonę (a później zejść tą samą drogą i kontynuować  pierwotną trasę wycieczki).  Prowadzi na Ostrą - jakżeby inaczej - szlak zielony. Podejście, podobnie jak na Cichoń jest krótkie (30 min), ale dosyć strome. Szczyt również oznaczony kamiennym słupkiem pomiarowym, zalesiony, ale za to porośnięty fioletowymi kwiatuszkami (no wiadomo, kobieta nosi biżuterię;-)). Przypuszczam, że nazwa bierze się  nie tylko od stromego podejścia, ale i od kształtu góry. Ostra jest trójkątna jak wzniesienia, które malowaliśmy na rysunkach w przedszkolu. 
     A sam kształt góry w Beskidach  jest zawsze elementem  znaczącym=). Cichoń  na przykład - wiadomo - melancholik,  jest nieregularny raczej (choć uroczy w tej swojej niedoskonałości) - zaś Ostra, jak na kobitkę obdarzoną temperamentem wybuchowym i niespożytą energią przystało, prezentuje bryłę zwartą i  symetryczną. Się dobrali można rzec... idealnie ;-).Od niej także wzięła się nazwa całego pasma: "Pasmo Ostrej", mimo iż najwyższą jego kumulacją jest Cichoń.  To się fachowo nazywa "zdominować męża" ;-).

I KOBIETA GÓRĄ...
     Z Ostrej zeszliśmy (a raczej zbiegliśmy) w około 10 minut. Następnie, ze wspomnianej już przełęczy, wzdłuż asfaltowej drogi, w 15 min doszliśmy do miejsca, gdzie rozpoczyna się bezpośrednie podejście na Modyń.  Szlak niebieski prowadzi na szczyt dość łagodnie, ale jest, jak to zazwyczaj bywa z trasami tego koloru, dość długi (ok 1 h). Początkowy odcinek to droga miedzy domami i uprawnymi polami, dalsza część trasy prowadzi krętą drogą leśną. Szczyt (tak, tak znowu kamienny słupek) tym razem trudno przeoczyć. Znaleźliśmy na nim nawet ślady bytności ludzkiej, w postaci  pozostałości jakiegoś sporego ogniska. Jest tam więc całkiem dużo miejsca, trochę słońca, trochę cienia, mały taras widokowy. Wszystko, czego potrzeba do szczęścia. A nawet coś więcej. Hasło "Kobieta górą" ma tutaj bowiem znaczenie dosłowne. Modyń jest kobietą =). Może trudno w to uwierzyć na podstawie samego brzmienia nazwy ( ja nadal mówię "na Modyniu"), ale wystarczy wybrać się na szczyt, by się o tym przekonać. Bo całą jego przestrzeń porasta delikatny jak muślin dywan zawilców. Bielą się pośród łąki i wystawiają swoje małe buźki zza drzew. Przystrajają Modyń w najpiękniejszą suknię, przetykaną złotą nicią trawy i zielonym szmaragdem liści. Z taką klasą ubrać może się tylko prawdziwa kobieta. Modna Modyń oczywiście =).
      Problem tylko w tym, że piękno naszej Królewny (a tytuł ten przysługuje jej formalnie, bo to trzeci pod względem wysokości szczyt w Beskidzie Wyspowym!), nie znalazło do tej pory wielbiciela. "Tak się ładnie prezentuje, a nadal sama"=) - przyszło mi na myśl. Ćwilin zajęty, Szczebel zajęty, reszta szczytów trochę za niska, przynajmniej jak na książęce progi. Poza tym Modyń jest samotniczką i trzyma się, co tu dużo mówić, nieco na uboczu.  I choć uroda nie przekwita, to Panna nie jest już pierwszej młodości. Nawet Beskidzkie Biuro Matrymonialne bezradnie rozłożyło ręce.
     Ale w życiu królewskiej rodziny, jak w pięćsetnym odcinku telenoweli brazylijskiej, nic nie powinno być zbyt proste. Bo chwilę po tym jak zasmuciłam się losem naszej beskidzkiej outsiderki (dla feministek: singielki, dla tradycjonalistów: starej panny), spojrzeliśmy na mapę i znaleźliśmy całkiem niedaleko "Małą Modyń". Córka? Oj, oj... tylko kto jest ojcem? =)


Widoki spod Cichonia:



P.s.Drogę powrotną odbyliśmy ponownie niebieskim szlakiem (20 min), następnie skracając sobie wędrówkę, przeszliśmy na dziko na Cichoń. I dalej zielonym szlakiem do Przełęczy Słopnickiej. Podnóże Cichonia po raz kolejny powitało nas niesamowitą panoramą. A ja tak polubiłam ten szczyt, że zdeklasował na mojej prywatnej liście "Top 10" nawet Ćwilin. Tak więc żółta koszula lidera ponownie zmieniła właściciela=).


(zdj. zawilców - aut.A)

3 komentarze:

  1. No nieźle - taki piękny opis i taki feministyczny... :D

    OdpowiedzUsuń
  2. bynajmniej nie ma on nic wspólnego z feminizmem! (jak Pan wie, nie znoszę feminizmu).
    ewentualnie zahacza o problematykę gender i płci jako konstruktu kulturowego..
    może w ogóle mogłabym napisać magisterkę, na temat: tożsamość płciowa gór Polski =D

    OdpowiedzUsuń
  3. Jest to myśl, a jakby ją jeszcze rozszerzyć o inne aspekty, np. personifikacji opisów internetowych z ich analizą literacką, to nadawałoby się już na doktorat :D

    OdpowiedzUsuń