To i owo.. operowo =)

23.06.2010 - "Baron Cygański" J. Strauss

  Znowu będzie nie na temat...Otóż miałam wczoraj przyjemność odwiedzić operę. Wybraliśmy się na spektakl "Baron cygański" J. Straussa w reżyserii Laco Adamika. Przedstawienie świeżo po premierze, jeszcze ciepłe ;-). 
   Muszę przyznać, że wyszłam zachwycona. Urzekła mnie  pełna humoru i dynamiki opowieść o węgierskim szlachcicu Sandorze Barinkay i jego miłosnych (oraz finansowych) perypetiach. W roli cygańskiego barona wystąpił Adam Zdunikowski. Zagrał dobrze, podobnie jak Dorota Laskowiecka (Safii) - jego sceniczna miłość.
   Jak to  jednak często bywa, prym na scenie wiódł nie główny bohater, lecz jego "sąsiad" - ojciec potencjalnej kandydatki na żonę, miejscowy świniarz - Kalman Żupan. Dokładnie, grający go z niesamowitym wdziękiem, werwą i komizmem Przemysław Rezner. Zdecydowanie najlepsza, najbardziej charyzmatyczna, naturalna i dynamiczna postać na scenie. Reakcje publiczności świadczyły, że nie tylko ja miałam takie zdanie. 
    Scenografia oszczędna, przywodząca na myśl nowoczesne witraże i skutecznie umożliwiająca operowanie światłem, dzięki swej prostocie nie przytłaczała sceny. Była delikatnym tłem dla rozgrywających się wydarzeń i postaci. 
    Wielkim walorem były na pewno kostiumy. Niesamowicie bogate, pełne kolorów, mieniące się w blasku reflektorów. Na scenie ciągle dochodziło do konfrontacji świata wiejskich chłopów i taboru cyganów, świata królewskiego dworu i pięknych cyganek. Reżyser wykorzystał to umiejętnie ubierając te  grupy w kontrastujące ze sobą stroje. W ten sposób pół sceny było czarno-czerwono-złote, pół białe. Przemieszczający się aktorzy wzmacniali ów efekt.
     Duże brawa dla chóru cyganek. Piękne, emanujące kobiecością (nieco wyzywającą), były naprawdę przekonujące. Wśród pań wyróżniała się też Bożena Zawiślak-Dolny grająca Mirabellę - typ urodziwej, rozpieszczonej kobiety, która każdego mężczyznę wciśnie pod pantofel i nie da sobie w kaszę dmuchać.
      No i  muzyka... Sielankowa - przywodząca na myśl zielone doliny, fruwające ptaki ;-) i błękitne niebo, czasem tkliwa - jak tęsknoty cygańskiej duszy i powiew wolności, czasem radosna i dynamiczna...  Dyrygent - Tomasz Tokarczyk. Ekspresja z jaką dyrygował była tak hipnotyzująca, że musiałam siłą odrywać od niego oczy...=).
      Mówiąc krótko, serdecznie polecam - przynajmniej w swojej, laickiej niestety ocenie =). Do posłuchania fragmencik =)

Odcinek 29: Na Ćwilinie leżał Leń...

6.06.2010 - Ćwilin(ek =))

Grafomański wierszyk z 
wątkiem autobiograficznym.

Na Ćwilinie leżał LEŃ, nic nie robił cały dzień.
Zaraz, zaraz, jak to? 
???
A kto wstał o szóstej rano? A kto w busa wsiadł, zaspany?
Kto na dworcu wysiadł rześki, kto odnalazł szlak niebieski?
Kto na drugie zjadł śniadanie, truskawkowe lody w Mszanie?
Kto w cudownym tym upale, na szczyt wspinał się wytrwale?
Kto w plecaku wyniósł książkę, by ją czytać w pełnym słońcu?
(I po przeczytaniu strony, zasnął słodko ukojony?)
Kto na polance, na szczycie, podziwiał góry w zachwycie?
Kto z przejęciem naukowym, badał chmury ponad głową?
Kto starannie i z ogładą, zjadł banany  z czekoladą?
Kto  - nie lada to wyzwanie! - dbał o równe opalanie?
Kto wsłuchiwał się w głos lata, w ukochaną ciszę świata?
Kto się zgodził by dzień cały,  o niebieskich śnić migdałach?
Kto znów odkrył fakt nienowy, jak kocha Beskid Wyspowy?
***
Wszystko to dziś poczyniłam, baaaardzo przy tym się zmęczyłam,
Bo z głębokim przeświadczeniem, nie chcę przecież zostać  leniem.
Tak więc myślę, marszcząc czółko: "Chcę ten dzień powtarzać w kółko!". 
 =)

Panorama ze szczytu. Po lewej Królowa Mogielica=)
O dziwo podniosłam się z kocyka i poszłam zrobić zdjęcie;-)
Te smugi na niebie, również wymagały kontemplacji...
Wzmożonej. Najlepiej przy wygodnym ułożeniu ciała.
Podziwianie takich widoków, to nie lada wysiłek...
No i trzeba zejść dłuugim, żółtym szlakiem=)
W tle Mszana Górna. Na tej łące wiedziona ciekawością naukowca,
sprawdziłam miękkość trawy (osobiście)=)
Bronisław. Mój nowy przyjaciel.
Impresja. Zachód słońca =)