Odcinek 34: Chrust, faworki - czyli zima jest PYSZNA!

16.12.2010
Szef kuchni poleca:
Danie główne: Dolina Bolechowicka 
(w polewie śmietankowej )
Deser: Dolina Kobylańska
(z lukrem)

      Muszę się do czegoś przyznać... Otóż, świat pokryty śnieżną kołderką, tworzącą we współpracy z naturą szereg najprzeróżniejszych kształtów, wywołuje we mnie kulinarne skojarzenia=). 
     Bo jak nie myśleć o tych wszystkich pączkach oblanych białym lukrem, chrupiących i słodkich bezach, śnieżnobiałej puszystej bitej śmietanie, sprężystym ptasim mleczku, pachnącej dzieciństwem cukrowej wacie, rurkach z kremem, lodach śmietankowych, kremówkach i... wymieniać można by bez końca =).
     Pozostając przy przyjętej nomenklaturze, muszę stwierdzić, że obydwie odwiedzone przez nas dziś dolinki zaliczam do wybitnie apetycznych. A to za sprawą oprószonych śniegiem skał wapiennych, które mimo usilnych zabiegów, nie przestawały przypominać mi faworków posypanych cukrem pudrem =D. Mniam!
      Trasę zaczęliśmy od Doliny Bolechowickiej. Wyruszyliśmy około 12. Pierwszym elementem szlaku było niewielkie wzniesienie uwieńczone krzyżem i "pomnikiem" ku czci JPII. Przy dobrej widoczności roztacza się stamtąd piękny widok, lecz dziś widnokrąg był zamglony. Mimo to mogliśmy podziwiać otaczające nas formy skalne, biel nietkniętego ludzką stopą śniegu i przybrane śnieżną dekoracją drzewa na skałach.
     Następnie znaleźliśmy się w najbardziej spektakularnym i chyba najpiękniejszym miejscu dolinki, jakim jest Brama Bolechowicka. Tworzą ją wapienne skały o wysokości ok. 30 metrów. Filar po wschodniej stronie nazywany jest Filarem Abazego, zaś ten po zachodniej Filarem Pokutników.Naprawdę robią wrażenie =).
             
    Dolinkę przemierzaliśmy szlakiem żółtym.  Po jakimś czasie natknęliśmy się na mały dwuspadowy wodospad, który utworzył się na płynącym tamże strumieniu - Bolechówce.Ze strumieniem były oczywiście same kłopoty, gdyż nim doszliśmy do doliny Kobylańskiej, zmuszeni byliśmy przekroczyć go co najmniej trzy razy. Po śliskich kamieniach, oczywiście =). 
     Po wyjściu z Doliny Bolechowickiej naszym oczom ukazał się bezkres (przesadziłam) śniegu zalegający na otaczających ją polach. Postanowiliśmy przemierzyć ten odcinek trasy "na przełaj" i przez choć przez chwilę poczuć się, jak na Syberii. Po za tym taki gładki, nienaruszony śnieg doskonale nadaje się do tworzenia artystycznych ilustracji, zabawy, biegania, rozrzucania go dookoła siebie i podziwiania brokatowej magii, co też niezwłocznie uczyniłam =D.             
    Po tej radosnej zabawie panny P.,korzystając z czerwonego szlaku rowerowego, udaliśmy się do Doliny Kobylańskiej. 
     Przemierzyliśmy ją już w promieniach zachodzącego powoli słońca (ach, ta zima, o 15 robi się ciemno ;-)). Dzięki temu spowita była światłem subtelnym i delikatnym, nadającym jej jakiegoś magicznego uroku. Szczególnie, gdy promienie w kolorze miodu przenikały przez drzewa, kładąc swoje ostatnie pocałunki na otulającym ziemię śniegu.
      Po wyjściu z doliny Kobylańskiej, szlakiem żółtym udaliśmy się ponownie do Doliny Bolechowickiej. Zajęło nam to ok. 30 min, także naszą wędrówkę zakończyliśmy ok 15. Niemal punktualnie po trzech godzinach=).

     Cóż tu dużo mówić, zima rozpanoszyła się na dobre. Można się z tego cieszyć (wersja dla optymistów), albo narzekać i złościć się na nieprzychylną aurę (wersja dla pesymistów). Można po tysiąc razy dziennie oczyszczać buty z soli (wersja dla wytrwałych), albo przestać się przejmować uznając, że białe refleksy dodają im niepowtarzalnego stylu (wersja dla nowatorskich). Można każdego ranka, choć zimno jak cholera, drapać zamarzniętą szybę samochodu (wersja dla zdesperowanych), albo przesiąść się w MPK, gdzie ciepło współpasażerów skutecznie odbierze nam ochotę na dalszą podróż (wersja dla zdesperowanych inaczej ;-)). Można schować nosek w szalik i się schować w ciepło domowego zacisza (wersja dla leniuszków), lub schować nosek w szalik, wyjść na zewnątrz i szeroko otworzyć oczy ze zdumienia. 
    Że może być tak pięknie, że może być tak czysto (nie dotyczy miast), że może być tak niewinnie. Że wystarczy pojechać piętnaście kilometrów za miasto, by znaleźć się w krainie magii. Że zima jest taka pyszna, taka apetyczna i tak niesamowicie kusząca =)!.
Dla M. =*

Zdj. A.

3 komentarze:

  1. bardzo piękna, apetyczna i poetycka relacja :))

    OdpowiedzUsuń
  2. bardzo dziękuję za miły komentarz =)

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajne, mieszkam niedaleko... "Lubiem to!" :))

    OdpowiedzUsuń