Odcinek 38: Co piszczy w puszczy? =)

12.05.2011 - Puszcza Niepołomicka

      Zacznę od tego, że jeśli na dźwięk słowa "puszcza" przed czyimiś oczętami rozpościerają się obrazy mrocznego, ciemnego lasu - to może poczuć się nieco rozczarowany. I jeśli liczymy na wyczerpującą wędrówkę wąwozami między omszałymi pniami starych jak świat dębów, jeśli oczekujemy wiewiórek, które lękliwie przebiegną nam ścieżkę, muskając niemal naszą kostkę, i ptasząt, co ćwierkając przysiądą na ramieniu, a nawet i żubrów co (mniej lękliwie niż wiewiórki) wejdą nam w drogę, ocierając się (przypuszczam ze skutkiem śmiertelnym) o nasze plecy... - możemy się poczuć rozczarowani. Albowiem nic takiego nas nie czeka.
    Ja - wstyd się przyznać - takiem wyobrażenia poniekąd miała, (z pominięciem oczywiście wiewiórek, ptasząt i żubrów (tych szczególnie)). Ale wiadomo - umysł mój przez zbytnie obcowanie z literaturą - skażonym już być musi, więc mi wolno naiwne wyobrażenia posiadać ;-). 
        Zwierzyny oczywiście jest tam pełno, ale nie hasa ona nachalnie po szlakach. Trzeba szeroko otworzyć oczy, by ją zobaczyć. I w tym tkwi zresztą cała zabawa. Tylko motylków jest pełno=).
     Zacznę od tego, że puszcza oddalona jest o około 20 km od Krakowa i mówi się, że stanowi jego zielone płuca. Nazwa pochodzi od słowa "niepołomny", oznaczającego coś niemożliwego do poskromienia, czy zniszczenia. Coś w tym jest =). Kiedy wędrowaliśmy jej trasami, przypomniała mi się taka piosenka, nie pamiętam czyja, której fragment brzmi: "Nasza droga długa jest, nie wiadomo gdzie jej kres". Jak nic autor musiał  wpaść na koncept wędrując Puszczą Niepołomicką! Jest ona bowiem poprzecinana równymi, szerokimi, wygodnymi drogami, ciągnącymi się (tak się wydaje) bez końca. (No, jest kilka ścieżek odchodzących w bok, o nieco bardziej "leśnym" charakterze). A mają ci się one gdzie ciągnąć, oj mają - ponieważ powierzchnia puszczy wynosi w tej chwili 115 km kwadratowych, z czego około 5 stanowią bagna (przez nie drogi nie prowadzą ;-)). Raj dla rowerzystów? Jak najbardziej. Ale pieszo też jest fajnie=). A rzekłabym nawet, że jest to idealne miejsce na chwilę samotności, na znalezienie ciszy (w sobie - bo na zewnątrz mąci ją tylko śpiew ptaków), na spacer z rodziną, na wędrówkę z przyjacielem, na marsz w stylu Gumpa, na nicnierobienie, na proste, najprostsze bycie w świecie przenikniętym  pięknem.
     Tak, muszę to przyznać. Puszcza jest cudowna. Urzekająca. Zachwycająca. Piękna. Zniewalająca. I trudno się w niej nie zakochać (mimo braku tychże... omszałych, starych dębów, wąwozów itd). I kiedy próbowałam zestawić ją z moją umiłowaną Puszczą Białowieską, to pomyślałam, że Białowieska jest - to porównanie może bardziej dla mężczyzn - jest jak żona po 25 latach małżeństwa. Wciąż do końca nieodkryta, wciąż nieco tajemnicza, ale zarazem tak bliska, spokojna, kochana i stateczna;-). 
      Niepołomicka jest jak Narzeczona. Pełna wdzięku i lekkości. Przeniknięta światłem. Roztańczona setkami motyli! Rozpromieniona słońcem. Nieskazitelnie zielona. Nieskazitelnie czysta. Już niby kobieta. A wciąż jak mała niesforna dziewczynka. 
          I cóż, że ma ponad tysiąc lat... Można? Można! "TEN, KTO KOCHA, JEST ZAWSZE MŁODY" =)

Życie jest tak skomplikowane, że czasem można zatęsknić za tak prostymi ścieżkami...=).
Pokochać światło...
Wsłuchać się w ciszę...
Pobiegać choć przez chwilę za motylami =D
NO NIE? ;-)
Zdj. (z wyj 1,2,5) aut. K.A.