Odcinek 40: Dmuchawce, latwace, wiatr...

17.09.2011 - Potrójna- Łamana Skała- Potrójna


    Wrzesień jest moją ulubioną porą do chodzenia po górach. Jeszcze nie jesień, już nie pełne lato, brak burz, stabilna pogoda, delikatne słońce, subtelny wietrzyk...ech...=). 
  Ponieważ nie cierpię ostatnio na nadmiar czasu, udało się nam wyskoczyć tylko w Beskid Mały, na szczyt naszej WiceKrólowej - Madohory. Góra niewielka, szlak bardzo łatwy.. ale uwaga - myliłby się ten, kto nie potraktowałby tej trasy poważnie i założył adidasy (np. ja =)) - od leżących na szlaku kamieni, można stracić czucie w stopach :).
     Wycieczkę rozpoczęliśmy z drogi na Kocierz, oczywiście czerwonym szlakiem. W około godzinę doszliśmy na Potrójną (884 m n.p.m.), która niezmiennie pozostanie jednym z moich ukochanych miejsc w Beskidzie Małym. Rozgrzana wrześniowym słońcem, rozkołysana wiatrem, porośnięta suchą i miękką trawą - polana na szczycie, jest naprawdę bardzo, bardzo kusząca. I gdyby nie moi Towarzysze, wykazujący subtelne, acz widoczne symptomy ADHD, zapewne ucięłabym sobie tam słodką drzemkę ;-). Drzemka musiała jednak zostać odłożona w niepewną przyszłość, a my ruszyliśmy dalej. 
     Z Potrójnej na Łamaną Skałę (929 m n.p.m.) prowadzi w dalszym ciągu szlak czerwony. Przejście nie powinno zająć więcej niż 45 minut. Po tym czasie wejdziemy na teren Rezerwatu Przyrody Madohora, a stamtąd to już tylko kilka(naście) kroków na szczyt. 
     Szczyt - nie sądziłam, że to możliwe - w promieniach ciepłego słońca, wydał mi się dużo znacznie atrakcyjniejszy, niż podczas pierwszej wędrówki. Powiedziałabym nawet, że jest całkiem uroczy, a sam jego czubek stanowi, jak gdyby małą samotną wysepkę na oceanie Beskidu Małego. I choć nic z niego nie zobaczymy, to warto spędzić tam choć chwilę.
      Z Łamanej w około 1h 15 minut  możemy dojść na Leskowiec. Myślę, że to fantastyczna trasa. Wymaga jednak mobilności - więc wyprawa samochodem odpada (no chyba, że chcemy wrócić przez Łamaną i Potrójną, ale to raczej kiepski pomysł). My musieliśmy iść po samochód, więc poszliśmy z powrotem tą samą trasą. Niestety.
        Wycieczka była naprawdę cudowna. Jest to jeden z mniej uczęszczanych szlaków w Beskidzie Małym. Spokój mamy więc zapewniony. Trzeba się trochę namaszerować i miejscami bywa to monotonne, ale dla polany na Potrójnej warto. Bez tłoku, bez hałasu, bez schroniska ;-) - czyli to, co tygryski lubią najbardziej =D.
           I tak sobie myślę, że od tej trasy zaczęłam prowadzenie bloga. Może to znak, że czas już wreszcie skończyć... =).

Obudzimy się wtuleni, w południe lata...
Na końcu świata.
Na wielkiej łące...ciepłej i drżącej...
Wszystko będzie takie nowe i takie pierwsze.
Nad nami dmuchawce, latawce, wiatr ...
Daleko z betonu świat...
 Chodź ze mną.. chodź... 
;-)

2 komentarze: