Odcinek 42: Przez żołądek do serca... ;-)

Dolina Bolechowicka - w polewie karmelowo-czekoladowej i kolorowej posypce =D (4.11.2011)

 Wycieczka do Doliny Bolechowickiej miała tym razem charakter poniekąd inicjacyjny. Otóż zabrałam tam Swego Cudownego Męża („zabrałam tam” brzmi dumnie, bo po prawdzie on zabrał mnie, gdyż nie tylko prowadził, ale  i trafił na miejsce przy lichej pomocy z mej strony).  Ale niech będzie, że Go zabrałam i tuż po opuszczeniu samochodu przejęłam doniosłą rolę Obytego z Terenem Przewodnika, który (a jakże) przemierzył owe tereny wzdłuż i wszerz. (A jakże! – wzdłuż i wszerz...)
 I tak - w trakcie wędrówki z pięć razy musieliśmy pytać o drogę, dwa razy spojrzałam w mapę (i nic z niej nie wyczytałam), z cztery razy zawracaliśmy z błędnej ścieżki i ze trzy razy musiałam przyznać się do całkowitego braku orientacji /oczywiście w terenie/ (dlatego, że nie szliśmy Tą Trasą Którą Zawsze Chodzę, a więc skąd (!) miałam wiedzieć, jak iść =)). Ale i tak było fantastycznie, pięknie, niezwykle, bajkowo i zapierało dech w piersiach!  Poza tym potwierdza się fakt, że prawdziwy Mąż powinien posiadać w sobie coś z Rycerza, który damę swego serca - mimo jej uroczej wszakże nieporadności - zawsze zaprowadzi tam, gdzie trzeba i ochroni;-). No.
Do Doliny weszliśmy od strony Karniowic. Pierwszy postój po pięciu minutach marszu zaliczyliśmy pod krzyżem-pomnikiem. Z miejsca tego rozlega się niesamowita panorama na okoliczne wioski. Przy iście letniej pogodzie, na jaką trafiliśmy, widoki były doskonałe. Następnie zjedliśmy, wygrzewając się w słońcu, pączki z adwokatem na pobliskich skałkach (moje ulubione miejsce w  Dolinie). A potem szliśmy i szliśmy...
 Przekroczyliśmy Bramę Bolechowicką i żółtym szlakiem zagłębiliśmy się w oszałamiająco kolorowy las. W trakcie wędrówki, jak zwykle, przeskakiwać trzeba było przez - dość prężnie płynącą Bolechówkę oraz – jak niezwykle – zachować sporą ostrożność bo wilgotna ziemia i mokre liście nadawały się doskonale na nieplanowany zjazd (na własnym tyłku).  Wkrótce las zrobił się nieco mniej wilgotny a bardziej nasłoneczniony. Co kilka kroków leżały na ziemi wielkie sterty kolorowych liści, które wykorzystywałam do wspaniałej zabawy, rzucania, podrzucania, kopania, podskakiwania (na stercie) itd.  W miejscu, w którym rozpoczynają się pola uprawne i przejście do Doliny Kobylańskiej, skręciliśmy w lewo w las – podążając nadal za żółtym szlakiem. (I to był błąd – bo właśnie tu się zgubiłam:-)). Szlak oraz GPS Intuition wyprowadził nas na asfaltową drogę prowadzącą w kierunku Kobylan (informacja zaczerpnięta od tubylców;-)), więc szlak i GPS Intuition musiał następnie zaprowadzić nas z powrotem.
Wróciliśmy do miejsca gdzie rozpoczynają się pola uprawne, po czym przemierzyliśmy je idąc cudowną miedzą między dwoma świeżo zaoranymi, pachnącymi gliną polami (kadr jak z filmu). Do Doliny Kobylańskiej jednak nie poszliśmy, bo trzeba przecież zostawić sobie coś na deser.
Właśnie.. deser....Nie wiem, czy naprawdę taki ze mnie łasuch, ale podobnie jak zima, także i jesień wywołuje we mnie ciąg kulinarnych skojarzeń =). Te chrupiące liście, leżące na czekoladowo brązowej ziemi, jak kolorowa posypka na delikatnej polewie; trawa w kolorze puszystego biszkoptu, grudy ziemi jak aromatyczny piernik, modrzewiowe igły w tonacji zmysłowego karmelu, (tudzież bardzo słodkiego toffi) (podkreślam – baaaardzo słodkiego toffi), czerwień suszonej żurawiny i malinowego soku, barwy w gamie włoskiego tiramisu, mrożonej kawy,  pomarańczowej skórki, rodzynek, cynamonu, migdałów i włoskich orzechów... STRASZNE. WIEM ;-).
Ale to jeszcze nic, bo teraz kiedy zima zaczyna oszraniać ziemię... biały szron plus ciemno-brązowa ziemia... ech... były by LODY STRACIATELLA! ;-) 




fot. A.

4 komentarze:

  1. To się można wręcz poślinić od tych kulinarnych skojarzeń - Autorka nie ma litości :)
    A zdjęcia bardzo jesienne - oby tak wyglądała prawie (bez nudnego powtarzania) każda jesień.

    OdpowiedzUsuń
  2. To już mam pomysł na mikołajkowy prezent... śliniaczek =D
    No, a jesień, rzeczywiście zaburzyła w tym roku =)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo fajnie piszesz, aż chce się czytać :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Monia, dziękuję za komentarze. Jest mi bardzo miło=)

    OdpowiedzUsuń