Rozważania nad żelazkiem...

...czy głęboko filozoficzne myśli życiowe kury domowej xD

1. Jak u licha mężczyźni rozróżniają te cholerne skarpetki??? - ta myśl nurtuje mnie przy każdym parowaniu skarpetek Męża ;-). Pół biedy jeśli to to ma jakiś znaczek, ociupińki choćby kwadracik, trójkącik paseczek...Ale reszta..czarne, czarne, szare, czarne i dla odmiany czarne... (według mojego podziału). Ech...

2. Nie da się zrozumieć mężczyzny. Zbyt skomplikowane.

3. Zamiast próbować zrozumieć, pokochać w całości i problem z głowy =).

4. Bycie żoną i mamą to najfajniejsza sprawa na świecie. Nie wierzcie feministkom.

5. Nasza Córeczka każdego ranka budzi się z takim wyrazem twarzy, jakby doświadczała największego  szczęścia. Patrzy codziennie w to samo okno z takim zachwytem, że nam starym dziadom (myślącym: cholera, znowu szaro, buro zimno i ponuro) robi się po prostu głupio.

6. Nasza Córeczka patrzy każdego ranka na świat z takim zachwytem, że nie możemy nie poczuć się, jak najszczęśliwsi ludzie na ziemskim globie. Po prostu.

7. Zima. Pół godziny ubierania się na cebulę, żeby wyjść na 40 minut. Lato. Minuta przygotowań i trzy godziny spaceru. Chcę wiosny!

8. Uśmiech dziecka. Bezcenne.

9. Mała nie ma jeszcze 4 miesięcy,a tymczasem w jej pyszczku zauważyłyśmy z babcią trzy kiełkujące ząbki. No i pożera wszystko, co jej wpadnie w rączki (lub własne rączki, jeśli nic nie wpadnie). / Zęby. Rosną - boli, nadwrażliwe - boli, dentysta - boli. Same problemy z tymi zębami =)/.

10. Małżeństwo to najskuteczniejsza szkoła wychodzenia z własnego egoizmu. "I nie opuszczę Cię aż do śmierci". Ślubowaliśmy, no to wio... Małżeństwo - trud codziennej śmierci... naszego rozbuchanego "ego". /Zabrzmiało jakoś tak patetycznie, co nie było zamiarem autorki ;D/.

Kopniak od Życia...

Są takie kopniaki od Życia...

                   ...za które dziękuje się Panu Bogu na kolanach =)

fot. znalezione w google


Odcinek 43: Poszukiwanie Wiosny - skrót wydarzeń =)

10. 03. 2012 - Dolina Bolechowicka

Osoby: Najlepsze Towarzystwo Świata xD
Trasa: Ta Którą Już Dobrze Znam (czyli wejście od Karniowic, przez Bramę Bolechowicką, szlak żółty).
Warunki: Trojakie: 
- W miejscach bardzo nasłonecznionych - sucha, twarda ziemia, żółta trawa, wiatr porywisty, słońce stonowane, acz przyjemne =).
- W miejscach średnio nasłonecznionych: błotko, błotko, błotko; 
- Tam, gdzie słońce nie dochodziło: rozległe połacie mokrego lodu, po których poruszanie się groziło szybką utratą uzębienia, tudzież połamaniem kończyn. (Z racji tejże połacie owe omijać należało łukiem szerokim).
Zaludnienie: umiarkowane (spotkaliśmy jakieś dziesięć osób i dwa psy =)).
Ślady Wiosny: wysoka temperatura, pachnąca przebudzeniem trawa, nasze wyśmienite humory, a.. i pierwsze w tym roku lody włoskie, które zjedliśmy z zachwytem (nie w dolinie oczywiście) =).

17.03.2012 - Ukleina

Osoby: j.w.
Trasa: Ta, Którą Szłam Mnóstwo Razy (A I Tak W Życiu Nie Trafiłabym Sama Do Celu...) - czyli Bulina-Ukleina ;-)
Warunki: Trojakie:
- W miejscach nasłonecznionych upał jak cholera (ponad 25 stopni), cudownie sucha trawa, delikatny wietrzyk;
- W miejscach pół-zacienionych (czytaj: las): błogi cień, brak wiatru, absolutna cisza i mokre, lepkie błotko;
- W miejscach full-zacienionych (czytaj las od czasu do czasu): wielki połacie mokrego lodu, po których poruszania nie ułatwiały ani kijki, ani stosowny przez Autorkę tzw. ślizg kontrolowany. (Omijanie wskazane z powodów wymienionych powyżej - /omijanie lodu - nie Autorki/).
Zaludnienie: brak (idąc, nie spotkaliśmy żywej duszy).
Ślady Wiosny: zabójcza temperatura, szalony świergot ptaków, bazie, bazie, bazie, wiosenne słońce i ten niepowtarzalny zapach budzącego się do życia świata... ech... no i euforyczna radość Autorki =D.

24.03. 2012 - Nowa Huta

Osoby: j.w.
Trasa: Gdzie Oczy Poniosą (i Nogi).
Warunki: miejskie (czytaj wycie silników, spaliny, blokowiska, ale i niekwestionowany czar NH, jedyny i niepowtarzalny w skali światowej).
Zaludnienie: wysokie...masowa ilość rowerzystów, matek z dziećmi, matek bez dzieci, dzieci (bez matek), staruszków, spacerowiczów, zakochanych, turystów itd.
Wiosna Pełną Gębą, o czym świadczyło zdecydowanie lekkie odzienie mijanej młodzieży, widoczna radość rodaków, zauważalnie mniejszy ruch pod supermarketami, zauważalnie większy ruch na drogach i atmosfera pełna energii.

Niniejszym Wiosnę uważam za otwartą!

*Zdjęć na blogu nie będzie zbyt prędko,  bo świsnęli mi aparat =/.

Podróże (okiem po książce) ;-)

     Z racji czasowego unieruchomienia domowego (trwającego ostatnie trzy miesiące ;-)) szukam sobie substytutów turystycznych w postaci lektury książek podróżniczych (i nie tylko). Lepszy rydz niż nic.. Jakimś niepojętym cudem książki te zaczęły się ostatnio masowo pojawiać w mojej osiedlowej bibliotece, więc poluję co tydzień ;-)
I tak oto wędrując okiem po książce, przetrawiłam ostatnio:
- W. Cejrowski, Gringo wśród dzikich plemion;
- W. Cejrowski, Rio Anaconda;
- J. Pałkiewicz, Syberia;
- T. Halik, Jeep;
- K. Choszcz, Moja Afryka;
- T. Michniewicz, Samsara;
- M. Wojciechowska, Przesunąć horyzont;
     Porównywanie tych wszystkich powieści jest zajęciem nader ciekawym. Jako bądź, co bądź antropolog literatury, nie mogę wyzbyć się wpojonych podczas studiów nawyków analizowania narracji (koszmar, wiem...). Jako zaś prosty czytelnik, nie mogę wyzbyć się lekkiego poczucia irytacji, wynikającego z zaobserwowanej niemal w każdej z powieści podróżniczych zasady - nazwijmy ją 2P:
- Podróżuje najlepiej - tylko JA (a większość turystów to zblazowani bogacze, którzy nigdy nie poznają naprawdę kraju, który zwiedzają);
- Porównuję - niemal zawsze na niekorzyść kraju ojczystego (gdzie ludność znerwicowana, zazdrosna, sfrustrowana, konformistyczna itd. itp.).
     Może wiele w życiu nie podróżowałam, ale miałam okazję spróbować opcji "podroży z biurem"- w wersji all inclusive, hotelem, wygodami i czego sobie dusza zapragnie oraz wersji dla mniej wybrednych - z noclegiem w towarzystwie szczurów, karaluchów, myszy i jaszczurek, kąpielą w deszczówce (o ile była) i innymi wygodami, których dusza pragnie nieco mniej.
     I cóż.. owszem, unikając hoteli, śpiąc wśród tubylców i uczestnicząc w ich życiu możemy ich lepiej poznać. Ale prawda jest taka, że nawet wtedy zawsze pozostaniemy "gringo", zawsze będziemy traktowani w sposób uprzywilejowany, będziemy budzić ciekawość i życzliwość i nigdy do końca nie poznamy jak to jest być rodowitym mieszkańcem danego kraju. To oczywiście moje zdanie. Nie widzę, żadnego sensu wartościowania sposobu podróży. Każdy tak zwiedza świat, jak mu na to pozwalają warunki, chęci i - krótko mówiąc - finanse=). Najważniejsze by jeździć. W końcu wszystko przemija, ale to co przeżyjemy na własnej skórze, zobaczymy, zwiedzimy - tego nikt nam nie odbierze. No.
     Wracając jeszcze do książek. Absolutnie urzekł mnie T. Halik - to jeden z tych piszących, który nie koncentruje się przede wszystkim na sobie (i swoich odczuciach), ale na spotkanych ludziach. Książka jest właściwie zbiorem opowiadań o niezwykłych postaciach spotkanych w czasie podroży z Argentyny na Alaskę. Ja autorskie bywa tu często ukryte - a z każdej strony książki przebija wielka pokora i ciekawość świata. Podobne odczucia budzi Pałkiewicz. W "Syberii" czyta się o podróżującym zespole, każdy jest ważny i każdy stanowi o sukcesie, bądź niepowodzeniu wyprawy. Z innej beczki - Cejrowski ma fantastyczny, humorystyczny sposób prowadzenia narracji, więc można śmiać się do rozpuku, czego w żadnej z pozostałych książek nie znalazłam=). A przeczytać i tak warto wszystkie.. Ot tak, żeby.. poszerzyć horyzont... ;-)/